Mediolan

Było południe Włoch, środek, przyszła kolej na północ. Pogoda podobna, bite trzy doby deszczu, więc gdyby nie odmienna architektura to możnaby poczuć się jak w domu.

_______

Duomo St. Maria Nascente di Milano


 

_______

Galleria Vittorio Emanuele II

_______

 

_______

Duomo St. Maria Nascente di Milano

_______

 

_______

Bosco Verticale (Vertical Forest)



 

_______

„jakakolwiek-nazwa-oficjalna” chyba najbrzydszego budynku w Mediolanie

 

_______

Duomo St. Maria Nascente di Milano

_______

Po prawej była wystawa zdjęć Sebastião Salgado z Kuwejtu. Nie, nie udało się nam tam dostać w poniedziałek…

 

_______

rzeźba Maurizio Cattelana „L.O.V.E.”

_______

Parco Sempione

 

_______

Via Mario Pagano

_______

 

Nie byłabym sobą, gdybym nie podzieliła się też tymi bardziej prywatnymi czy śmiesznymi zdjęciami. Jedziemy:

W Mediolanie często pada. Mieliśmy tego doskonały przykład, bo nie padało tylko chwilami w nocy i ostatniego dnia rano, kiedy sponiewierani probowaliśmy dostać się na lotnisko. Ale nie przeszkadza to w jeździe na rowerze :D

_______

 

Nie widać, ale mamy parasole w tych samych kolorach. Mój z Rossmanna, a Roberto od pana z Bangladeszu. Albo gdzieś z Afryki. Osób, które sprzedają parasole, selfie sticki, spinnery, róże czy afrykańskie rzemyki jest mnóstwo. Nieważne skąd jesteś, nagle okazuje się, że „Senegal/Bangladesh/cokolwiek – Poland is my brother, my friend, gimme two euro”. Wynoszą sprzedaż bezpośrednią na nowy, agresywny poziom, z którego się nie wywiniesz. Po prostu nie.

_______

 

O dziwo to nie to, że mrówki robią pogrzeb karaluchowi (chyba?) jest najdziwniejsze. Najdziwniejszy jest outlet pogrzebowy…

_______

 

Jedyny polski akcent, na który trafiliśmy. Mnie nie dziwi.

_______

 

Hehe, kto by pomyślał, 6 piw za 52 euro, he he… he… [*]

_______